poniedziałek, 13 czerwca 2011

Stokrotki

A dziś mamy bardzo spokojny dzień dla siebie...
Przed wyjściem na spacer przeczytałam mojej córce Aksamitnego Królika, osobiście wolę słuchać jak czyta Piotr Frączewski :)
Choć wydawało mi się, że książka jest za długa by moja 2,5 latka wysłuchała ją w całości, to okazalo się że dlugość nie była problemem.
Wysłuchana została w całości bez praktycznie większej przerwy i było przy tym ogromne wzruszenie mojej corki (łzy i troska) o samotność Aksamitnego Królika...


A z dialogów dzisiejszych:
Padło pytanie o to czy możemy zabrać te kwiatki do domu?
(Trochę byłam zaskoczona tym pytaniem bo często w domu mamy świeże kwiaty)

Był dziś także bunt... z powodu ulubionego koloru, oczywiście żółtego. Rano chyba w reklamie dokładnie nie wiem bo zostałam mocno zaskoczona... moja mała Buntowniczka przyszła i oznajmiła:

Że ona się na to nie zgadza, że kolor żółty jest jej ulubionym kolorem i ktoś inny nie może mieć także takiego ulubionego koloru, że tylko ona bo to jej najbardziej ulubiony kolor ze wszystkich i nikt nie może go lubić tak bardzo jak ona... bo on jest po prostu Jej! :)

...a na Dobranoc:

Słoniątka

Od kilku ostatnich dni proszona jestem o rysowanie kredkami lub malowanie farbami słoni... :)
W niedzielę po rozpakowaniu nowej plasteliny temat był nadal aktualny... i tak powstał słoń ulepiony przeze mnie z drobną pomocą taty oraz palma zrobiona przez tatę :)



Były też lody jedzone w kuchni na podłodze z tatą :)


 I zupełnie przez przypadek na jarmarku Bielańskim udało nam się wczoraj kupić podstawkę do jajek o którą także ostatnio byłam proszona, a ciagle mi to uciekało z pamięci :)



 I pierwsze podejście do tematu jazdy konnej... choć jeszcze za wcześnie na naukę to wczoraj zrobiliśmy rozpoznanie w stadninie, którą mamy w sąsiedztwie :)









 Nie było oczywiście zgody na to by usiąść lub dotknąć, był mały strach ale karmienie kucyka o imieniu Karo było pierwszym przełamaniem lęku.






I była także zabawa na placu zabaw, za którym niezbyt przepadam bo zawsze są tam tłumy ale lubię kawiarenkę i sklep, które znajdują się obok. Korzystając z tej okazji wyszperałam tam poniższą książkę, którą tata przeczytał jak wracaliśmy do domu...

Lubię takie weekendy.

niedziela, 12 czerwca 2011